Zamek Królewski w Nowym Sączu

Witajcie, drogie mury… tu przemieszkiwali/Mężowie, którzy światło nauk rozszerzali/Którzy cnotę i pracę uczyli szanować/I wspólnie pospolitą rzeczą się zajmować

Maciej Bogusz Stęczyński, Tatry w dwudziestu czterech obrazach

Zamek Królewski w Nowym Sączu – czasy świetności i ruin

Wciąż dumnie strzeże miasta przy ujściu Kamienicy do Dunajca, choć minęły już czasy jego świetności. Położony między dwoma rzekami Zamek Królewski w Nowym Sączu przez wieki pełnił funkcję kluczowej fortyfikacji i ośrodka administracyjnego. W okresie międzywojennym udało się przywrócić mu reprezentacyjny wygląd. Czy obecny kształt najważniejszej sądeckiej budowli może się jeszcze zmienić?

Strażnik nad Dunajcem

Pierwsze umocnienia i mury na skarpie nad Dunajcem pojawiły się na początku w XIV za sprawą Wacława II. Docenił to miejsce także Kazimierz Wielki, lokując tu jeden ze swoich zamków, dzięki którym zostawił Polskę murowaną. W latach 1350-60 powstał kompleks zamkowy z wieżą i dużym budynkiem mieszkalnym, sprzężony z systemem miejskich fortyfikacji: murów obronnych i baszt. W zamyśle ostatniego Piasta miał strzec przeprawy na Węgry i umożliwić kontrolowanie górskiej okolicy. Jednak bieg historii sprawił, że sądecka forteca związała się mocno z władcami z kolejnych dynastii.

Po śmierci Kazimierza zamek w Nowym Sączu dość często oglądał przedstawicieli dynastii Andegawenów. Już w 1370 roku w drodze do Krakowa zatrzymał się tu król Ludwik Węgierski, owacyjnie witany przez miejscową ludność. Kilka lat później jego matka, Elżbieta Łokietkówna, zorganizowała na zamku potężny turniej dla małopolskiego rycerstwa, a w 1383 podobną drogę na koronację w stolicy odbyła królowa Jadwiga.

Oglądał wszystkich Jagiellonów

Jagiellonowie również upatrzyli sobie to miejsce. To władcy z tej dynastii stworzyli z niego prawdziwy zamek królewski, Nowy Sącz wybierając jako rezydencję do zadań specjalnych. Władysław Jagiełło najpierw rozbudował i umocnił budowlę, a potem spotykał się w niej m.in. z Witoldem i Zygmuntem Luksemburczykiem (tu w 1410 roku powstały plany wielkiej wojny z Zakonem Krzyżackim). Ponad pół wieku później ponad rok w sądeckiej warowni pod opieką Jana Długosza i Kallimacha spędzili synowie króla Kazimierza Jagiellończyka: Władysław, Jan Olbracht, Kazimierz i Aleksander.

Dał sygnał do narodowej walki ze Szwedami

Podczas potopu szwedzkiego w mieście i na zamku rozegrał się jeden z ważniejszych epizodów tej wojny. Wyjeżdżając stąd przed napierającymi Szwedami król Jan Kazimierz wydał dyspozycje, by oddać je w ręce wroga i uchronić te miejsca przed ruiną. Jednak rządy najeźdźców były tak dotkliwe, że sądeczanie z pomocą stacjonującej nieopodal piechoty Jerzego Lubomirskiego wyparli ich z zamku, a potem odparli kontratak, zadając nieprzyjacielowi miażdżące straty. Był to – oprócz odpartego oblężenia Jasnej Góry - jeden z pierwszych sygnałów budzenia się oporu przeciw Szwedom.

Do końca w służbie Rzeczypospolitej

Potop okazał się czasem, od którego świetność zamku zaczęła się chylić ku upadkowi. Zaledwie czterdzieści lat przed najazdem Szwedów po pierwszym pożarze rezydujący w nim ród Lubomirskich ukończył odbudowę i rozbudowę zamku w stylu renesansowym według projektu Macieja Tropoli, z 40 imponującymi komnatami i drugą linią murów od strony Dunajca. Ostatnim ważnym świadectwem historii była wizyta na zamku Jana III Sobieskiego po powrocie spod Wiednia. U schyłku I Rzeczypospolitej starostą sądeckim i opiekunem zamku był Stanisław Małachowski, marszałek Sejmu Czteroletniego, który głosił uchwalenie Konstytucji 3 Maja.

W tym czasie wybuchły dwa kolejne pożary, które zniszczyły drewniane stropy i pozostawiły praktycznie ruiny zamku. Nowy Sącz po włączeniu do Cesarstwa Austrii został siedzibą lokalnych władz, więc utrzymywano tu kolejno biura policji, więzienie i koszary. Z kolei w roku 1813 wielka powódź podmyła dunajecką skarpę i przyniosła osunięcie murów od zachodniej strony.

Udana próba rekonstrukcji w wyzwolonej Polsce i wielki wybuch pod koniec wojny

Smutno, pusto i głucho, acz w wiekach swej chwały/Kwitnął życiem i siłą słynął okazały/Dziedziniec zarósł trawą, poniszczały ganki/Skąd rycerze waleczni wyjeżdżali w szranki – pisał już w roku 1860 piewca Tatr i Nowego Sącza Maciej Bogusz Stęczyński. Pierwszą, częściową próbę rekonstrukcji podjęto w roku 1905. Prace trwały przez cały okres międzywojenny i dopiero w II Rzeczypospolitej uroczyście oddano do użytku zamek i znajdujące się w nim Muzeum Ziemi Sądeckiej. Podczas okupacji niemieckiej znalazły się w nim koszary i ogromny skład amunicji. W 1945 polscy partyzanci wysadzili go w powietrze, przez co z zamku pozostały jedynie fragmenty.

Na razie Baszta Kowalska, niedługo cały zamek. Czy Nowy Sącz odzyska swój symbol?

Dziś ruiny zamku w Nowym Sączu zajmują jedynie drobny fragment dawnych budowli i umocnień. Oprócz fragmentu murów zachowała się jedynie odrestaurowana Baszta Kowalska (Nowy Sącz na obwodzie murów obronnych liczył sobie kilkanaście takich umocnień), a na wzgórzu zamkowym znajduje się park miejski. Inny fragment z poematu Macieja Stęczyńskiego brzmi jak zobowiązanie, więc w 2009 roku władze miejskie zdecydowały o odbudowie zamku. Jak brzmią te słowa? Stary zamek niszczejąc wygląda litości/By mógł jeszcze dalekiej dotrwać potomności/Jest on drogą pamiątką naszych przodków bytu/uczciwości i męstwa, oświaty, rozkwitu…